Osobiście uważam, że maska jest czymś, co ma nas uchronić przed...zwiędnięciem? Emocjonalną śmiercią? Trudno to nawet nazwać.
Hm...
Jest systemem, który wkracza, gdy system zostaje przeciążony, taki instynkt samozachowawczy? To samo, co sprawia, że u osób z silnymi, negatywnymi przeżyciami tworzy się zapora blokująca niemiłe wspomnienia. To samo, co zakazuje nam skoczyć z wysokości i nakazuje żyć.
Coś co sprawia, że sami siebie zadziwiamy w kryzysowych sytuacjach.
Po ostatnich przeżyciach spodziewałam się, że będę płakać. Jednak oczy wciąż pozostawały suche, za to w sercu czułam nieznośny ból. Pomimo wszystkiego jednak uśmiechałam się.
Póki nie odczytałam dzisiejszej wiadomości.
Poczułam, że brakuje mi powietrza, zaś łzy same naleciały do oczu. Do teraz jest mi niedobrze, jednak czuje dziwny spokój w sercu. Przypomniałam sobie jak jeszcze wczoraj rozmawiałam z mamą przez Skypa. Uśmiechałam się, a ona spojrzała na mnie z smutkiem i powiedziała "Nie musisz dłużej nosić tej maski". Dopiero dzisiaj zrozumiałam, co miała na myśli.
W duszy już przeżywam "małą żałobę"...
Zwiędłam.
Życie to niekończące się cztery pory roku. Kiedyś nadchodzi wiosna, potem lato, jesień, by następnie nadeszła zima.
Nie wstydź się uczuć. Nie wstydź się siebie.Nie wstydź się swoich defektów.
Nowsze przykazania od dnia dzisiejszego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz