Nie kopiuj. Uszanuj mój trud włożony w tworzenie tego.ho_ho_ho.ogg

Historia Neko L.

Prolog


Wieczór


Carl wcale nie chciał umierać. Zbyt młody, nie przeżył jeszcze pierwszego razu z kobietą. Nawet nie urżnął się w trzy dupy jak należy. Był tylko młodym szczurkiem okrętowym, który wracał z statku do rodzinnego domu. Nie widział matki od przeszło 3 miesięcy, w tym czasie zdążył przepłynąć Morze Szponów ku Nowemu Lądowi. Tak zamierzał uczynić kapitan, jednak nagły sztorm sprawił, że musieli zawrócić i odłożyć ekspedycje w czasie.


Tak czy siak, pomimo fiasku pierwszej podróży, załoga postanowiła uczcić powrót do Elakki. Trochę trunku wystarczyło, by Carl wdał się w bójkę, czego wynikiem była cieknąca stróżką krew z nosa. Wtedy też postanowił udać się na Doki, gdzie znajdował się jego dom. Nie prowadziły tam widne drogi jakie można było spotkać w centrum, tylko ciasne uliczki, kluczące pomiędzy wysokimi domostwami.


I właśnie w takiej uliczce Carl zgasł.


- Cholerny Wang- wysyczał przez zęby młodzieniec, ucierając krew rękawem.
Gdy spojrzał przed siebie, ujrzał postać siedzącą w kuckach na ziemi. Pośród mroku było widać jedynie sylwetkę. I usłyszeć pociąganie nosem.
- M..- odezwała się postać-..niam..
Młodzieniec nie zdążył zareagować, gdy istota rzuciła się na niego. Poczuł ból, gdy dorwała się do jego szyi, jednak po chwili nie robiło to mu już różnicy. Świat przed jego oczami skąpał się w ciemności, która rozbrzmiewała głośnym chłeptaniem krwi..



Następny dzień



Miasto uwielbia plotki, pożywkę znudz onej arystokracji. Było o czym mówić, bo w mieście dochodziło do serii niewyjaśnionych zaginięć ludzi, a straż dreptała w miejscu szukając sprawcy.


Każda z wysoko postawionych osób mieszkających w stolicy zaopatrzyła się przynajmniej w dwóch ochroniarzy, którzy w trakcie Ogrodowych Impresji znajdowała się na wyciągnięcie ręki od swoich pracodawców. Pośród pięknie udekorowanej zieleni królowała ochrona, a nie śmietanka towarzyska. Jednak to właśnie ci drudzy mogli spokojnie wysłuchać koncertu skrzypcowego, który odbywał się właśnie na scenie znajdującej się w ogrodowej altanie.


Jeden arystokratyczny pączek siedział obok drugiego. Neko zasłoniła usta wachlarzem, chcąc skryć swoje znudzenie tym towarzystwem. Gdyby nie ta muzyka, dawno wyszłaby stąd i udała się do swojego dworku. Kątem oka spojrzała na Xaviera, swojego ochroniarza, który żywo gestykulował rozmawiając z rosłym mężczyzną. Był inny od pozostałych, gdyż był smukłym i wysokim mężczyzną, uzbrojonym jedynie w szpadę. Reszta stanowiła zbiór rosłych osiłków, którzy wyglądali jak udekorowane szczeniaczki gdy tak rozmawiali z dala od występu odziani w pasujące do ich pracodawców stroje.
Nie powiedziałam nic o nich? Już się poprawiam.


Ostatnim krzykiem mody w Elacce stały się kreacje, dzięki którym odbiorca mógł wcielić się w zwierzę. Do szerokiej białej sukni doszywano wachlarz pawich piór, zaś do zestawu dodawano nakrycie głowy imitujące białą głowę pawia. Podobnie było z innymi strojami, szytymi na zamówienie przez słynnego krawca Maurinio. Po mieście krążyły pogłoski, że został natchniony ręką którejś z muz sztuki i dostał misję szerzenia piękna w stolicy.


A teraz wyobraźcie sobie: mężczyzna, 180 cm wzrostu, szeroki w barkach prezentujący się w białym stroju, którego zwieńczeniem jest czarny kapelusz z białymi, króliczymi uszami. Podobnych zaprzeczeń było wiele, jednak znajdowali się wśród ochroniarzy też osoby, o które zadbali ich pracodawcy, strojąc ich w przebrania turów, byków i innych majestatycznych zwierząt. Były to kreacje utrzymane w ciemnych kolorach, dzięki czemu osiłki nie wyglądały tak przerywanie jak ich koledzy w króliczych uszach. A Xavier? Jedynym atrybutem zwierzęcości w jego stroju był czarny cylinder z wilczymi uszami znajdujący się na jego głowie. Dobrze pasował do białej koszuli i ciemnego zestawu spodni i butów-oficerek. By obniżyć ciśnienie, jakie panowało na przyjęciu, Neko założyła białą suknię, podszytą na kołnierzu wełną, zaś na głowie miała biały czepiec z baranimi rogami.


Wilk i baran. Jakaż dobrana para.


Gdy koncert dobiegał końca, Neko wstała z swojego miejsca.
- Gdzie Waćpanna udaje się?- spytał hrabia Oruvia, siedzący obok niej.
-Ach…- zaczęła- … niestety wzywają mnie ważne sprawy. Dziękuje za dzisiejsze popołudnie – lekko skinęła głową w stronę hrabiego i rzuciła okiem na Xaviera.
Sługa uśmiechnął się lekko, po czym skierował się ścieżką do bramki. Neko uczyniła to samo, opuszczając teren pikniku.


- Banda nudziarzy…- wyrzuciła z siebie, gdy wsiedli już do karocy kierującej się w stronę dworku Lathandanów. Xavier uśmiechnął się do swojej pracodawczyni, zdejmując kapelusz i przeczesując kruczoczarne włosy palcami.
-Dużo się mówi o ostatnim morderstwie niedaleko Doków- odparł, zmieniając temat. Pomimo pięknej pogody, nastrój Pani nie był zbyt  sprzyjający. A wiedział, że pociągnięcie dalej tematu snobistycznej gromadki z ogrodów grozi atakiem sarkazmu z jej strony, co nie omieszkała szybko wyładować na swoim słudze- Ludzie szepczą, że w mieście grasuje wilkołak.


- I to nie jeden. – odparła Neko, patrząc na widok miasta przesuwający się za okienkiem- A co zamierzają zrobić z tym tropem?


- Zapewne poszukają jakiegoś „zaprzyjaźnionego” wampira, aby pomógł straży w poszukiwaniach.


Pani uśmiechnęła się. Naprawdę była zadowolona z takiego obrotu spraw.
- Ciekawe, kiedy dogonią swój własny ogon..- szepnęła w zamyśleniu.

by Kabaczkowy Kot

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz